Myślę, że wiem czym jest dziki drapieżnik grasujący
w ostatnim czasie po polskich polach i gajach.
Przede wszystkim nie sądzę, by było to dziki kot.
W zasadzie jestem tego pewien. Mieszkam w niewielkej
wsi pod Krakowem, Kurny Mniejsze. Sąsiad (Zygmunt
Ponaglony, do wiadomości szanownej redakcji, Kurny
Mniejsze 7) zajmuje się zawodowo hodowlą królików.
Początkowo króliki hodował na mięso, niestety po
zerwaniu umowy z miejscową hurtownią szukał
innych rynków zbytu. Jego szwagier organizuje
nielegalnie walki psów i zaproponował mu reorganizację
biznesu.
Od tego czasu Pan Zygmunt (Kurny Mniejsze 7) zaczął
karmić swoje króliki mięsem drobiowym, oraz dzięki
swoim kontaktom z Waldemarem – woźnym pobliskiej
masarni, mielonką wieprzową.
Gryzonie bardzo się rozrosły, nie trzyma się ich już
w klatkach, ale w kojcach dla psów. Mają również
własne budy.
Szanowna Redakcjo, taki królik to bestia jest. W
zeszłym roku Pan Zygmunt nie zamknął dobrze kojca i
jeden z królików czmychnął. Nikt nie robił początkowo
problemu, bo Pan Zygmunt jest u nas we wsi (Kurny Mniejsze)
powszechnie lubiany aż królik zagryzł dwa
rotwajlery mojego szwagra.
Jestem wręcz przekonany, że i tym razem historia się
powtórzyła i któryś z królików uszedł. I to z pewnością
to jest wasza “puma”. Widziałem zdjęcia w Państwa
gazecie, mimo że sfabrykowane dało się rozpoznać
charakterystyczne odstające uszy i nienaturalny dla
normalnego gryzonia długi ogon. Wtedy się zorientowałem,
że to królik Pana Zygmunta.
Proszę o nagłośnienie sprawy, by ująć zwierza. Ale proszę
nie robić królikowi krzywdy, bo tak jak wspomniałem
sąsiad trenuje je na walki psów i z tego się teraz
utrzymuje.
Pozdrawiam
Czytelnik